Stół milknie, gdy Cora podnosi rękę, kierując w moją stronę ciepły uśmiech. To ten uśmiech, który widziałam tysiące razy podczas wizyt u niej w dzieciństwie. Teraz wydaje się dziwny, pusty i nie na miejscu. Nie odpowiadam nim.
Khale nawet na nas nie spogląda. Wpatruje się przed siebie z twardym wyrazem twarzy, jakby próbował siłą woli sprawić, by Wake i ja zniknęliśmy.
Wake i ja siadamy, a ja otwi






