Świątynia spowita jest ciszą, przerywaną jedynie cichym szmerem rzeki, która wije się przez komnatę, do której zabłądziłam. Nie pamiętam, kiedy odłączyłam się od grupy, ale doskonale pamiętam przytłaczającą potrzebę samotności i oddania się własnym myślom.
I oto jestem. Gdzie dokładnie – nie wiem, ale jak na starożytną, rozpadającą się komnatę, jest tu całkiem przyjemnie.
Z odległej ściany spływa






