Cora i ja przekraczamy monumentalne drzwi, strzeżone przez strażników, i od razu uderza mnie przepych tego pomieszczenia. Jest rozległe, niemal jaskiniowe, a misterne rzeźby zdobią każdy cal ciemnych, magmowych ścian. Światło z bioluminescencyjnych kul zawieszonych wysoko oświetla wszystko upiorną, migoczącą poświatą. Długi stół bankietowy na środku ugina się od jedzenia, choć napięcie w powietrzu






