Wpadam do mojej komnaty, pierś unosi mi się, jakbym przebiegła mile, nogi mam słabe i drżące.
W głowie mi się kręci, a ściany zdają się zbliżać. Słaby blask bioluminescencyjnych lamp migocze, a ich delikatne światło skręca się w postrzępione cienie, które wydają się ostrzejsze, niż powinny. Moje dłonie chwytają krawędzie najbliższego stołu, ale nawet ta solidna powierzchnia wydaje się chwiejna pod






