Nienawiść zalewa mnie jak pożar lasu, kiedy wbijam wzrok w Stana, a moje pięści są zaciśnięte tak mocno, że paznokcie wbijają się w dłonie. Oddycham szybko, nierówno. Każdy gram powściągliwości, jaki mi pozostał, spala się w obliczu jego zadowolonego, aroganckiego uśmieszku.
Pluję mu w twarz.
Kropla śliny ląduje prosto na jego policzku, spływając po krawędzi jego aroganckiego uśmiechu.
Przez chwil






