Sala operacyjna jest sterylna, zimna i pulsuje upiornym szumem maszyn. Powietrze pachnie metalicznie, z domieszką czegoś chemicznego, jak antyseptyk i ozon.
Nad głową pojedynczy reflektor oślepia, kąpiąc pomieszczenie lodowatym blaskiem. Światło załamuje się na szklanych ścianach kriokomory, oświetlając stół do autopsji ustawiony złowrogo obok niej.
Dreszcz przebiega mi po plecach.
Marina jest wew






