Powietrze między nami iskrzy napięciem, gęstym i duszącym. Serce wali mi jak młotem, gdy wpatruję się w mężczyznę, który tak bardzo przypomina Wake’a – ale nim nie jest. Jego obecność jest inna. Wyważona. Tam, gdzie milczenie Wake’a jest warstwowe, pełne przemyśleń, milczenie Shoala jest precyzyjne, zamierzone, jakby zawsze rozgrywał jakąś partię.
Próbuję coś powiedzieć, ale w gardle czuję suchość






