Szczęka Shoala zaciska się, wyraźnie zirytowana, i rusza w stronę drzwi, jakby chciał dopaść Wake'a. Pewnie po to, żeby zasypać go kolejnymi pyszałkowatymi zagadkami albo rzucić jakąś inną tajemniczą przepowiednią.
Wchodzę mu w drogę.
– Nie, ja pójdę. Proszę, kontynuujcie – mówię stanowczo. – Znajdziemy cię, kiedy będzie gotowy.
Shoal zatrzymuje się, unosząc brew w rozbawieniu. – Jesteś tego pewna






