Światło w szpitalnej izolatce jest miękkie i sterylne, panuje tu cisza, która nastaje tylko po długich nocach i jeszcze dłuższych walkach. Siedzę na brzegu łóżka Delfinium, prześcieradła są starannie poukładane wokół jej bladej postaci, i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wygląda jak sobą, a nie jak kruchy przedmiot uwięziony za szkłem, ale jak moja prababka, pełna życia i energii, obserwują






