Budzę się z nagłym szarpnięciem, z zapartym tchem w gardle, sercem walącym jak bęben wojenny. Moje palce znowu płoną – iskry tańczą od dłoni po nadgarstek w trzaskających, fioletowych błyskach, dzikich i migotliwych, jakby próbowały mi uciec. Resztkowy szum mocy wpełza pod moją skórę, szarpiąc każdy nerw.
Ale tym razem nie panikuję.
Zamykam oczy i oddycham głęboko, powoli wdycham, spokojnie wydych






