Laboratorium pachnie ozonem i antyseptykiem. Zimne, buczące maszyny cicho wibrują w tle, a ich migające światła rzucają sterylne cienie na białe, kafelkowe podłogi. Stoję tuż za progiem, próbując otrząsnąć się z niepokoju, jaki wywołały słowa Shoala. Widzi we mnie przekaźnik. Soczewkę. Nie osobę. Nie Phoebe.
Wciąż o tym myślę, kiedy Lily podnosi wzrok znad konsoli i obdarza mnie napiętym, nieczyte






