Powietrze na górze jest czystsze, niż kiedykolwiek pamiętam. Rześkie i słodkie, ożywione zapachem mchu, sosny i czegoś starego, nietkniętego. Wspięliśmy się wyżej, niż prawdopodobnie powinniśmy – Wake co chwilę zerka przez ramię, jakby spodziewał się, że Lily albo któryś ze strażników Shoala wyłoni się zza drzew, z rękami pełnymi pytań, na które nie mamy ochoty odpowiadać.
Ale nikogo nie ma. Tylko






