Przerażenie dopada mnie, zanim jeszcze otworzę oczy.
To nie jest następstwo koszmaru – żadnego wiercenia się, łapania powietrza, zimnego potu. Tylko dół niepokoju wciśnięty w moją pierś jak kamień. Leżę nieruchomo, wpatrując się w sufit, i wiem, że coś jest nie tak.
Wtedy to czuję – pustą przestrzeń obok mnie. Żadnego ciepła. Żadnego rytmu oddechu. Wake’a tu nie ma.
Siadam, cicho odrzucając kołdrę






