Ciemność napiera jak ciężar – gęsta, zimna i bezkresna.
Potem się przesuwa i spadam prosto w Eter.
Żadnego wiatru. Żadnej grawitacji. Tylko to dziwne, płynne światło i bezkresne niebo. Strumienie mocy wiją się i lśnią wokół mnie jak wstążki, i wiem od razu – to nie jest wspomnienie. To nie jest przeszłość.
To jest teraz.
Wojna trwa w pełni. Unoszę się nad nią, bezcielesna, ale uwiązana, ciągnięta






