Woda zmienia się w chwili, gdy przekraczamy zewnętrzną krawędź rowu.
Czuję to jak puls, zmianę prądu, ciśnienie, którego nie zauważałam, dopóki nie ścisnęło moich płuc niczym ostrzeżenie. Wake zwalnia obok mnie, całe jego ciało jest w pogotowiu. Jego oczy skanują cienie przed nami, lekko się zwężając.
– Jesteśmy blisko – szepcze.
– Miasta? – pytam.
– Bramy – odpowiada. – Ale nie spodziewaj się cie






