Wake siedzi sztywno obok mnie, a napięcie w jego szczęce jest jedynym znakiem tego, jak bardzo jest spięty. Nie tknął jedzenia, odkąd zrzucił bombę o Lewiatanie, i nie mogę go za to winić. Dowódca obserwuje go z tym samym płaskim, nieodgadnionym wyrazem twarzy, ale jego dłonie – spoczywające niczym zwinięte kotwice na kamiennym stole – również pozostają nieruchome.
Cisza przeciąga się, aż staje si






