Wake siedzi sztywno obok mnie, wpatrując się w drzwi, za którymi zniknęli jego rodzice, z zaciśniętą szczęką, która mogłaby rozkruszyć kamień. Całe jego ciało jest napięte jak struna, rozpięte między dumą a czymś bardziej surowym. Być może wątpliwością. Bólem.
Szturcham go delikatnie w ramię. "Powinieneś za nim pójść."
Spojrzenie Wake'a przelatuje na mnie, pełne wahania.
"Poradzę sobie," dodaję. "






