Na początku myślę, że kula znowu reaguje na moją obecność. Rozbłyska życiem, gdy tylko moje palce musną jej powierzchnię, rzucając miękki, eteryczny blask na rozległą komnatę wyłożoną posągami. Ale wtedy światło się wyostrza. Odpryski. Iskry.
Maleńkie ukłucia światła ożywają na ścianach, sufitach, a nawet podłodze – tysiące ich, rozsiane jak piasek. Nie… nie piasek. Gwiazdy.
Tysiąc maleńkich gwiaz






