Wake wchodzi do środka powolnymi, rozważnymi ruchami. Jego zbroi nie ma, zastąpiła ją ciemna tkanina opadająca nisko na biodra i ciągnąca się za nim jak wodorosty złapane w prąd. Jego górna część ciała lśni kroplami, a szkarłatne i obsydianowe łuski jarzą się słabo w słabym świetle.
Jego oczy spotykają się z moimi – i płoną.
Nie mówi nic.
Ja też nie.
Powoli wstaję z kąpieli, woda spływa kaskadą po






