Opadam na ziemię, nogi odmawiają mi posłuszeństwa, gdy ciężar tego, co zrobiłam, spada na mnie z całą mocą. Oddycham nierównomiernie, łapiąc powietrze, a obraz się rozmazuje od powstrzymywanych łez. W pamięci wrył mi się widok skamieniałej postaci Kota – jego szeroko otwarte, przerażone oczy, zastygłe skurcze rąk w ostatnim, desperackim geście.
Żołądek skręca mi się gwałtownie, żółć podchodzi mi d






