WIELKI KSIĄŻĘ VLADYA
– Wasza Wysokość – uzdrowiciel pakował swoją ziołową torbę, rzucając przelotne, pełne troski spojrzenia na Vladyę.
– Co jest, Faiwick? – Vladya beztrosko popijał herbatę, której gorzki smak utrzymywał się na jego języku. – Twoje wahanie mi nie pomaga, więc równie dobrze możesz mówić wprost.
– Wybacz mi, mój panie, ale musisz się napić krwi. Naprawdę musisz. Nie tych skromny






