Tej nocy Daemonikai spał i ich zobaczył.
Na brzegu rzeki stali jego synowie – Myka i Alvin. Ale inaczej niż w przeszłości, nie byli smutni. W ich oczach nie było już ciężaru winy ani żalu.
Nie, jego synowie uśmiechali się, machając do niego.
Daemonikai pobiegł z przeciwległego brzegu, a woda rozstępowała się w miękkich falach, gdy ją przekraczał, a kiedy do nich dotarł, objął ich mocno.
– Ojcz






