Jęknęła, gdy musnął jej łechtaczkę raz za razem, budując napięcie. Wkrótce wierciła się, drgała, jej biodra niespokojnie się poruszały, szukając więcej.
Daemonikai płonął, a jednak jego usta nie opuszczały jej piersi. Podniecenie uderzało w niego falami, ale pod nim – głębiej, bardziej łaknącym – był spokój. Było coś świętego, a zarazem całkowicie obscenicznego w tym, jak jej pierś czuła się pod






