Teraz, w samych tylko północnych zmianach, Daemonikai i Władysław przedzierali się przez las, głośno i głęboko oddychając. Nocne powietrze wyło im koło uszu, rozmazując ciemne drzewa i przesuwające się cienie.
Nie byli obcy długim biegom. Przez lata przesuwali granice swojej wytrzymałości, wystawiając się na próby czasu i terenu. Ale to było coś innego.
Tym razem ich kobiety były w niebezpieczeń






