– Tiffany... O mój Boże! Tiffany!
Z zewnątrz dobiegały krzyki Gillian. Na samą myśl o Tiffany Charlotte robiło się niedobrze. Nawet nie chciało jej się odwracać, by na nią spojrzeć.
Odpaliła silnik i minęła Tiffany oraz Gillian.
Charlotte wróciła do Dzielnicy Boskiego Sanktuarium.
Zaparkowała i zaledwie zdążyła wysiąść z samochodu, gdy otrzymała telefon od Dicksona.
Odbierając, uśmiechnęła się. –






