W chwili, gdy Penelope zabrała głos, plecy Sydney zesztywniały. Gdyby ją i Juliana łączyła właściwa, jawna i czysta relacja, mogłaby się do tego przyznać bez strachu. Nawet gdyby ktoś się domyślił, nie byłoby w tym żadnego wstydu.
Ale tak nie było. Byli kochankami, w najbardziej surowym, sprośnym tego słowa znaczeniu. Gdyby ktoś to odkrył, pogarda spadłaby wyłącznie na nią. Julian wyszedłby z tego






