– Daj spokój – mówi, marszcząc na mnie nos. – Niech ktoś inny dzisiaj pojeździ na twoim koniu. Zamiast tego spędź czas ze mną.
– Serio? – pytam, przekrzywiając głowę, patrząc na niego. – Myślisz, że jeśli zablokujesz mi drogę do tego, co naprawdę chcę robić, to po prostu odpuszczę i pójdę z tobą?
Posyła mi wtedy figlarny uśmieszek. – Jeszcze nigdy mnie to nie zawiodło.
Nie mogę się powstrzymać. Śm






