– O mój Boże, Daniel – wypluwam z siebie, czerwieniąc się jak burak i pochylając się przez stół. – Mówisz poważnie? Przed kawą?
On odchyla się na krześle i spogląda na mnie spode łba. – Co, myślisz, że kawa to poprawi?
– No – mówię, porywając jego własną maleńką filiżankę espresso sprzed niego i szybko ją opróżniając. Pieprzyć go, ja tego potrzebuję o wiele bardziej niż on.
Daniel otwiera lekko us






