Przechylam głowę, zaciekawiona tym.
– Danielu – mówi Kent, jego głos jest równy, ale nieprzyjazny. – Nie powinieneś być na zajęciach?
Daniel tylko krzyżuje ramiona, piorunując wzrokiem ojca i nie odpowiadając. Ale Kent nie daje się sprowokować. Zamiast tego, zwraca się do mnie.
– Fay, chciałbym, żebyś poszła dziś na lunch do domu twojego ojca.
– Naprawdę? – pytam, unosząc brwi.
Kent kiwa






