Śmieję się, gdy Kent sadza mnie po mojej stronie materaca i cofa się, oglądając mnie, jakbym mogła być ranna czy coś w tym stylu. Choć to lekka przesada, miło jest, gdy tak się nade mną trzęsie.
– Wszystko z tobą w porządku? – mruczy, wsuwając dłonie do kieszeni.
– Nic mi nie jest – mówię, nie mogąc przestać się uśmiechać, i klepię łóżko obok siebie. – Chodź do łóżka.
– Za chwilę – mru






