Śmieję się, przytulając się mocniej i spoglądając w dół na swój brzuch, na którym kładę własną dłoń.
– Uważaj, kochanie – mówię cicho. – Tatuś będzie miał wielką ochotę przerobić cię na sos...
– Pyszny sos – dodaje, kiwając głową. – Najlepszy.
Mruczę coś niezobowiązująco, a Kent patrzy na mnie z udawanym gniewem, ściskając mnie mocniej, dopóki nie wybucham śmiechem i nie przyznaję, że






