Moje oczy otwierają się gwałtownie, gdy ramię Kenta zaciska się wokół mnie następnego ranka, ale to nie jego dotyk mnie obudził.
Zamiast tego było to pukanie do drzwi.
– Szlag – warczy Kent, wciąż się nie ruszając i trzymając mnie blisko, wyraźnie próbując jednocześnie dobudzić się do cholery i zdecydować, co robić.
– Może to Daniel? – piszczę cicho, moim głosem ledwie głośniejszym od






