Gio odwraca się i krzyczy coś do tłumu, a wszyscy zaczynają się ruszać, prowadząc nas nie przez dom, ale w stronę ogrodów. Uśmiecham się, rozglądając po tej gigantycznej, szczęśliwej rodzinie, tak podekscytowanej powitaniem dawno niewidzianego syna. Zerkam przez ramię, ale tylko wzruszam ramionami, widząc, że Kent został otoczony przez masy ludzi, wciąż napierających, by się przywitać, podczas






