Gdy zapada prawdziwa noc i w ogrodzie robi się zbyt ciemno, by było to praktyczne, wszyscy wracamy przed dom, kierując się do środka. Kent korzysta z okazji, by jakimś cudem odkleić Natalię od swojego boku i czeka na nas przy wejściu do ogrodu.
— Jak poszło? — mruczy, taksując nas wzrokiem, gdy idziemy w stronę domu, z rękami splecionymi za plecami.
— W porządku — mówi Daniel, kiwając tac






