– Naprawdę, Fay – mówi Kent, udając, że ignoruje Bianciego i kładąc troskliwą dłoń na moim ramieniu, choć wiem, że uwaga nas obojga skupiona jest mocno na Donie. – Zabierzmy cię do domu…
– Chwileczkę – rzuca Bianci, unosząc jeden palec, gdy odwracamy się do drzwi. – Mam jedną ofertę, której nie rozważyliśmy.
Kent patrzy na mnie z troską, a ja wzdycham, po czym wzruszam niepewnie ramionami






