Wychodząc z sanatorium, głęboko odetchnęłam.
Widok Rosemary rozpaczliwie uczepionej moich ubrań, odmawiającej mi odejścia, a następnie siłą obezwładnianej przez lekarzy i pielęgniarki i uspokajanej zastrzykiem – był doprawdy satysfakcjonujący. Ale to wciąż nie było dość.
Po tym wszystkim, co przeszłam, nie miałam litości dla okrutnych i złośliwych.
W końcu to po prostu karma.
Poza tym to Rosemary






