Po niecałej godzinie Marvin odebrał telefon i wyszedł w pośpiechu.
Gdy Sophina wróciła z lunchem i zorientowała się, że Marvina już nie ma, na jej twarzy malowało się rozczarowanie. Aż biło od niej, że nie chciała, by odchodził. A może po prostu się czegoś bała.
Podeszłam do umywalki, obmyłam oczy i spojrzałam w lustro. Szpitalna piżama i twarz bez makijażu.
Nie wyglądałam na wyczerpaną, ale byłam






