Punkt widzenia Penelopy
Obudziłam się przy szelestach drzew i ćwierkaniu ptaków, które wdzierały się z powiększonego Ganku przez okna sięgające od ściany do sufitu, wprost do pokoju.
Od śmierci Anny nigdy nie spałam tak spokojnie. Wyciągnęłam się, czując mrowienie motyli w żołądku.
Wypuściłam głęboko powietrze, obracając głowę i stwierdzając, że Edwarda nie ma już obok mnie w łóżku.
Może w łazienc






