Evelyn
Gregory uniósł ręce w pokojowym geście, a jego drogi garnitur zaszeleścił przy tym ruchu. – Przyszedłem przeprosić – powiedział, a jego głos był niższy niż zapamiętałam, zabarwiony czymś, co brzmiało jak szczera skrucha. – To, co wydarzyło się ostatnio... sposób, w jaki moi ludzie potraktowali to miejsce, to, co powiedziałem... Za to wszystko przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Stud






