Evelyn
Poranne światło przenikało przez gałęzie sosen, ogrzewając moją nagą skórę, gdy leżałam wtulona w śpiącego Devona. Jego pierś unosiła się i opadała w rytm miarowych oddechów, a twarz była spokojna we śnie. Opuszkiem palca wodziłam po zarysach jego szczęki, zdumiewając się, jak idealne wydawało się wszystko w tej chwili. Opanował mnie rzadki spokój, jakby świat poza tymi lasami zatrzymał się






