Omega cofnął się pod ścianę. – Proszę, nie rób mi krzywdy.
Przechyliłam głowę. – Czy dałem ci kiedykolwiek powód, byś myślał, że mógłbym cię skrzywdzić, Bernardzie? – Pokręcił głową. – I nie zacząłbym teraz. Nie przyszedłem tu nawet dla ciebie. – Skupiłam wzrok na Lunie. – Przyszedłem tu po ciebie.
Cofnęła się. – Czego ode mnie chcesz?
Uśmiechnęłam się szeroko i pozwoliłam moim kłom wysunąć się z






