Moje oczy otworzyły się na słońce świecące prosto w moje źrenice. Jęknęłam, a moje dłonie wystrzeliły, by je zasłonić. – Witaj z powrotem w świecie żywych, Luno. – Głos, którego nie miałam siły zidentyfikować, dobiegł z boku.
Uchyliłam jedno oko, pojękując z powodu jasności świateł, i czekałam, aż wzrok się przyzwyczai, zanim kształt lekarza nabrał ostrości. – Doktorku... ja żyję? – Pytanie wymkn






