Siedemdziesiąt dwa. Ziemia usunęła mi się spod nóg. "Jak mogłaś sama to znosić siedemdziesiąt dwa razy?"
Westchnęła. "Nie miałam wyboru."
"To nie ma sensu." Chwytałam się brzytwy. "To tak jakby…"
"Raz w miesiącu od twoich osiemnastych urodzin, kiedy poznałaś Brandona, aż do momentu, kiedy zaszłam w ciążę. Byłoby więcej, ale spłodziliśmy naszego szczeniaka w twoje urodziny. Więc w tym roku mam tylk






