Evelina
Popołudnie ciągnęło się w nieskończoność wypełnione kolejnymi spotkaniami dotyczącymi projektu. Przed siedemnastą piekły mnie oczy od wpatrywania się w arkusze kalkulacyjne, a filiżanka kawy od godzin była pusta.
— Potrzebuję kofeiny — mruknęłam do siebie, przeciągając się na krześle.
Ruszyłam do bufetu, wdzięczna za okazję, by rozprostować nogi. O tej porze lokal był niemal pusty.
Ekspres






