Evelina
Popołudnie ciągnęło się niemiłosiernie. Trzymałam głowę nisko, unikałam piętra zarządu i metodycznie wykonywałam swoje zadania. Do godziny siedemnastej uprzątnęłam z biurka rzeczy osobiste i uporządkowałam wszystkie pliki.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoje biuro, po czym podeszłam do windy. Gdy drzwi się zamknęły, poczułam, jak ciężar spada mi z ramion. Cokolwiek miało nastąpić, byłam






