Alaric
Następnego ranka obudziłem się z nową determinacją. A może to był po prostu upór. Tak czy inaczej, wracałem do Connecticut. Ale najpierw potrzebowałem kawy i prawdopodobnie jakiejś interwencji ze strony kogoś, kto znał mnie na tyle dobrze, by powiedzieć mi, że zachowuję się jak idiota.
Tym kimś był Julian Moretti.
Napisałem do niego o siódmej.
Ja: Śniadanie. Tam gdzie zwykle. Ósma.
Odpowied






