Evelina
Po śniadaniu przygotowałam Theo do przedszkola. Rutyna jak zawsze: zęby umyte, plecak sprawdzony, buty na właściwych nogach. Prosto, przewidywalnie, normalnie.
„Ja go zabiorę”, ogłosiła Phoebe, łapiąc kluczyki. „I tak muszę kupić parę rzeczy w sklepie”.
„Jesteś pewna?”
„Na sto procent. Poza tym dzięki temu będziesz miała chwilę spokoju przed pracą”. Poczochrała Theo po głowie. „Chodź, Kapi






