Evelina
Po dwudziestu minutach jego śmiech ucichł. Po trzydziestu oddech stał się miarowy, przeszedł w głęboki sen.
– Odleciał w sekundę – szepnęła mama ze swojego fotela, zerkając na nas z łagodnym uśmiechem.
Spojrzałam na Theo – jego twarz była spokojna, a jedna rączka kurczowo zaciskała się na moim rękawie.
– Zaniosę go do pokoju – wymruczałam, ostrożnie wysuwając się z kanapy.
Theo poruszył si






