Rowan's POV
Łańcuchy na moich nadgarstkach były zimne i ciasne.
Każdy mój krok w stronę sali sądowej odbijał się coraz głośniejszym echem, jakby świat ogłaszał moje upokorzenie.
Dwaj strażnicy szli obok mnie — po jednym z każdej strony, mocno trzymając mnie za ramiona, jakbym była jakąś dziką bestią.
Tuż przed dotarciem do ciężkich dębowych drzwi, zobaczyłam ich.
Mojego ojca.
Moją matkę.
Tristana.






