Bramy więzienia otworzyły się z jękiem niczym paszcza jakiejś prastarej bestii.
Światło uderzyło mnie w twarz po raz pierwszy od pięciu lat. Powinno dawać ciepło.
Nie dawało.
Ubrania, które miałam na sobie, kiedy tu weszłam, teraz obwisały na moim ciele, luźno zwisając ze skóry naciągniętej zbyt ciasno na kruchych kościach.
Powlekłam się przed siebie, powłócząc jedną nogą za drugą. Nie dlatego, że






